Historia mojego grania

Gram od 1991 roku, mimo że urodziłem się trzy lata wcześniej, to i tak pamiętam pierwsze gry, konsole i inne sprzęty grające. Do kolejnych spisów na tej stronie, dochodzi więc spis wszystkich moich konsol. W rozwinięciu spis wszystkiego co miałem, lub dalej posiadam.

1991: klon Atari2600 – Rambo TV Game

   Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że był to rok ’91, albo 92? Rambo to klon wydanego w 1978 roku Atari 2600. Czyli takie opóźnienie było w Polsce – graliśmy na podróbie sprzętu z końca lat ’70-tych, na początku lat ’90-tych. Konsola miała wbudowane ileś tam gier – obsługiwało się ją za pomocą czarnych joysticków z czerwonym przyciskiem – jak widać na foto (kliknij obok). Gry były proste i… brzydkie. Nie potrafiły wciągnąć na dłużej.
Z wszystkich gier, najbardziej zapamiętałem:

Gra o strażaku, który gasił płomień, by uratować babkę – trudność sprawiało nawet rozłożenie „drabiny”. Grand Prix to szybkie wyścigi aut, ale wyprzedzone auta już się nie pojawiały – tak słaba była ta konsola. Trzecia gra, to zabawa w chowanego – ot, dziwaczny pomysł na grę, wolałem jednak bawić się „na żywo” w chowanego, niż ukrywać się w grze. Jeszcze była jedna gra – ludek podobny do Mario, skakał po jakichś dywanach, które się zapadały, ekran był statyczny – pamięta ktoś?

Konsola chyba uszkodziła się przy przeprowadzce, albo tak mi powiedzieli rodzice, by pozbyć się bubla. Ale jeszcze wtedy do gier mnie nie ciągnęło:)

1994: klon NES – Pegasus

Jaki to był dokładnie Pegasus? Nie pamiętam. Wiem, że ten miał wbudowane 400 gier. Pamiętam, jak tato przyjechał z „grą telewizyjną”, ale coś w niej było nie tak, więc pojechał po inny model. I ten właśnie model  miał wbudowane 400 gier, z taką oto melodyjką:


Pamiętam też, że w takim Super Mario, strasznie nas dziwiło, że Mario potrafi trzymać się na krawędzi – na jednym pikselu. Ta gra miała zresztą mnóstwo sekretów, co odkrywaliśmy miesiącami, czy nawet latami. Graliśmy całą rodziną na zmianę w Mario i Contrę – te gry zresztą do dziś są miodne. Pamiętam też gry na pistolet i dziadek, który strzelał z końca pokoju – trafił do wszystkich kaczek i na koniec dodał „było się w wojsku”.
Często kłóciłem się z siorą, o to, kto gra – z czego ona była na wygranej pozycji – konsola z tv była u niej w pokoju. Więc parę lat później, tato kupił mi na giełdzie drugiego Pegasusa… za 50 złotych.

1997: klon NES – Terminator

Ta podróbka NESa była gorsza od poprzedniego modelu, no ale w końcu miałem swoją „grę telewizyjną” i nie musiałem się dzielić z siostrami. Konsola nie miała jednak wbudowanych 400 gier i była tandetniej wykonana.
Wymieniałem się „dyskietkami”, i przypadkiem poznałem, takiego samego maniaka jak ja, z którym do dziś gramy – pozdro Konrad:). Siora także wymieniała się kartridżami – raz przyniosła Chip ‚n Dale Rescue Rangers, czułem że jestem wtedy najszczęśliwszym dzieciakiem na świecie.
Gier było całe mnóstwo, wybrałem jednak trzy tytuły o których pomyślałem przy pisaniu tekstu.

Mario? Klasyk, chyba moja pierwsza gra z Pegasusa. Contra to samo, a o Chip ‚n Dale wspomniałem wyżej. Minusy Pegasusa? Psujące się kable w zasilaczu, często montowaliśmy je… plasteliną (co nie pomagało, wszak plastelina pod wpływem ciepła topniała). Także denerwowały kartridże na giełdzie/hali targowej z inną naklejką niż powinna być: na dzień dziecka pojechałem z siorą i tatą na giełdę, wybrać sobie gierkę. Niby miało być „Chip ‚n’ Dale 3”, a w domu okazało się, że to jakaś strzelanina (klon gry Heavy Barrel).

Jak straciłem Pegasusa? Bodajże mój model „Terminator” zepsuł się, a wcześniejszy model „pożyczyliśmy” kuzynowi, który po czasie go sprzedał… Za to ja już wtedy grałem na czymś innym.

1998: PlayStation

Dzielę swój okres życia na „przed dostaniem PlayStation” i „po dostaniu PlayStation”. Ta konsola chyba zmieniła moje życie (towarzyskie to na pewno:). Tak jak za czasów poprzednich konsol, spędzałem czas na dworze, tak przy PlayStation wolałem siedzieć w domu i grać. Był to okres, kiedy zaczynałem chodzić do salonów gier, a tak – mogłem mieć własny salon, w pokoju. To był mega-skok graficzny pomiędzy Pegasusem, a „plejem”. Po szkole, zamiast odrabiać lekcję, odpalałem konsolę i słychać było:

   Ale od początku… Mamy rok 1998, tato się pyta, czy PlayStation jest dobre? Ja w sumie nie wiedziałem co odpowiedzieć, widziałem sprzęt w sklepie, ale nie pozwalali grać. Widziałem coś w „Cyberii” na Canale+, czy Polonii 1 w programie „Escape”. No i parę dni, czy tygodni później, we wrześniu ’98 przyszedł tato z kartonem PSXa (taki skrót tej konsoli). Pamiętam ten dialog między mamuśką, a starszym:
– Po coś to kupił? Zwariowałeś?
– Wziąłem tylko na próbę.
Nie wiem, co miała znaczyć ta „próba”, ale wówczas byłem bardzo podekscytowanym czwartoklasistą. Przecież jeszcze tego samego dnia grałem na Pegasusie! Szybkie podłączenie, włączenie oryginalnej gry Porsche Challenge i wszyscy byli zachwyceni. Nawet mamuśce się spodobało. Skok graficzny między poprzednią konsolą był ogromny i już nigdy nie doświadczyłem takiego skoku technologicznego (ot wystarczy porównać „Pegasusa”, czyli podróbkę NESa, oryginalnie wydanego w 1983, do PlayStation z 1994 – 11 lat różnicy w technologii…). Dziwiła nas grafa 3D, to że postacie mówią, to że leci muza, to że pad wibruje kiedy wjeżdżamy na trawę. TO WSZYSTKO było dopracowane do perfekcji.
Do konsoli dołączone było też demko, zapakowane w kartonik. Przeleżał ten kartonik ze dwa tygodnie i nikt nie wiedział, że tam może być płyta. Znowu zdziwko, przy odpaleniu… Kolejne dwa tygodnie nie wiedzieliśmy, że strzałkami na bok, wybiera się inne gry. Więc graliśmy tylko w Abe’s Oddysee, myśląc że to pełna wersja…
Któregoś dnia starszy przyjechał z giełdy i przyniósł mi grę za 20 złotych na płycie Verbatim. Odpalam, ale nie działa – tylko słyszałem muzykę. Za tydzień pojechał opierdzielić gościa, a okazało się, że „trzeba mieć przerobioną konsolę, by działały gry za 20 złotych”. No i po jakimś czasie miałem przerobioną konsolę i stosik pirackich gier.

W tamtych czasach było to dość normalne, wszyscy znajomi piracili. Nikt nie kupował gier za 200 złotych, gdzie najniższa pensja to może było coś koło 500 złotych. Poza grami, można było wydać 20 złotych na gazetkę z demówkami – PlayStation Magazyn. W ogóle tych gazetek to wychodziło wówczas całe mnóstwo: PSX Fan (moja pierwsza gazeta o „pleju”), PSX Extreme, Neo Plus, PlayStation Plus. Nawet kiedyś mój list znalazł się m. in. w PSX Fanie, nie mogłem wtedy uwierzyć, kiedy zobaczyłem swoje nazwisko w gazecie.
Kioski zawalone były pisemkami dla graczy. Czuć było, że wszyscy chcą grać i czytać o grach, nawet jeśli nie posiadają konsoli.
No właśnie, niektórzy nie posiadali konsoli, a chcieli na niej grać. Miałem takiego jednego, czy dwóch kumpli, którzy bez przerwy chcieli przyłazić i grać na moim PSXie…

O PlayStation mógłbym pisać i pisać, jednakże w planach mam napisanie o kolejnych konsolach, więc przechodzę od razu do trzech gier, które najlepiej wspominam. W sumie, to nie da się wskazać trzech najlepszych gier, dlatego wybrałem losowo trzy gry z mojego TOP10.

Tekken? W salonie gier był Tekken 2, ja miałem w domu lepszą „trójkę”. Dostałem pirata za dwie dychy na gwiazdkę ’98 i w sumie żadna inna gwiazdka nie wywołała u mnie już takiej radości. Na drugim foto – Crash Bandicoot, wymieniłem się z pewnym znajomym za ColinMcRae Rally „na zawsze”. I nie żałuję, jedna z lepszych gier na PSXie. Sterowanie o wiele lepsze niż w remasterze na PS4. Ape Escape – podobno gra była średniakiem, a mimo to ukończyłem ją ze trzy razy na sto parę procent.

W 2001 roku dostałem kompa i jakiś czas później mieliśmy internet – radiówkę. A instalacja kosztowała tyle co używany PSX. W skrócie: oddałem starszemu PSXa, a ten podobno go sprzedał i za tę kasę mieliśmy stałe łącze. Chociaż nie wydaje mi się to prawdą – starszy chyba chciał żebym się czegoś nauczył i nie miał wszystkiego:/

2001: komputer PC

   No i stało się. Na kompie „gram” po dziś dzień, opiszę pokrótce o każdym z kompów, bo jednak trochę ich miałem. Pierwszego kompa dostałem w 2001 roku, bodajże na feriach w szóstej podstawówce? W sumie to jeszcze przed tym właściwym kompem, tato załatwił od jakiegoś szemranego typa, starego kompa z Windowsem 95. W sumie bubel, nie działały na nim nawet stare demka z CD-Action. Z tego całego zestawu zostawiliśmy sobie monitor (który okazał się później jumany, jak i sam komp). Monitor posłużył do kompa, którego sobie wybrałem w lokalnym sklepie, czyli: AMD Duron 800 MHz, GeForce 2 32MB, 128MB RAM i dysk 20GB. Ech, te parametry to ja pamiętam:)
Będąc posiadaczem PlayStation, zazdrościłem pececiarzom spolszczonych gier, czy pisma CD-Action, z prawdziwymi pełnymi wersjami, a także te 200 stron robiło wrażenie. Pisemko w dodatku było tańsze niż PlayStation Magazyn. W pewnym momencie na PC każde pisemko miało płytę CD z demówkami i pełnymi wersjami: Click, Play, Komputer Świat Gry, CD-Action. Były też pisemka z programami: Enter, PC Format, Chip. Złote czasy dla prasy growej: jak zapowiadali jakąś grę, to przecież nie było Internetu i prasa była jedynym źródłem informacji. Czekało się miesiąc, na relację z targów, opis do gry, czy zwykła recenzję. Albo dział Tips & Tricks z kodami ułatwiającymi grę: dzisiaj przykładowy kod na wszystkie bronie (tzw. DLC) kosztuje trochę złotych, dawniej kody były za darmo w czasopismach. A cena takiej prasy? Od trzech złotych, po prawie dwie dychy, było w czym wybierać.

W Polsce Internet raczkował, sam miałem gdzieś w trzeciej klasie gimnazjum (2002) radiówkę 256kbps, wcześniej łączyłem się modemem 56kbps. I to tak, by rodzice nie widzieli, bo rachunki przychodziły masakryczne. Neostrada jednak spopularyzowała Internet i coraz więcej osób mogło z niego korzystać – nawet starsi użytkownicy Internetu, nazywali młodszych użytkowników Neostrady, „dziećmi Neo”. Gdzieś w tym całym gąszczu robienia wszystkiego na kompie (a było tego trochę, wszak nie traciło się czasu na bezsensownym siedzeniu na fejsie: robiłem amatorsko muzę, montowałem filmiki, bazgrałem w Photoshopie, tworzyłem pierwsze stronki WWW, bawiłem się w emulację starych sprzętów… dość twórczo siedziałem przy PC, ale jeszcze wtedy nie miałem stałego łącza internetowego – z nudów grzebało się po Windowsie, czy robiło rzeczy wyżej wymienione), były też jednak i gry:

Larry 7 – moja pierwsza gra na PC. Nie dość, że po polsku, to jeszcze z tak świetnym dubbingiem. Max Payne – graficzna miazga. Nagle gry z PSXa wydawały się brzydkie. Zresztą na monitorze w rozdzielczości 1024 x 768 każda gra miała ostry obraz, względem tego, co było na konsoli i kineskopowym TV. Elastomania – jedna z pierwszych „indie game”. Ot, grało się na informie, grało się po szkole – gra wciągała przez świetną fizykę jazdy. Czwartej gry nie ma na screenie, ale również spędziłem z nią sporo czasu i warto odnotować – to Mu Online. Jednakże były to już czasy szkoły średniej. I wtedy też zmieniło się kompa na lepszego.

Poniżej lista wszystkich kompów, jakie miałem/mam – foty jednak sobie darowałem.

2004: komputer PC

Po trzech latach, wspominany Duron 800MHz, stał się już bardzo wolny. Trza było wymienić go na coś szybszego. Przy okazji wymieniło się monitor na płaski LCD Samsunga – przynajmniej oczy nie piekły od długiego siedzenia. Samych bebechów kompa jednak nie pamiętam. Wiem tylko, że miałem kartę GeForce 4 440MX 64 MB, a dysk miał pojemność 320GB. W porównaniu z poprzednim, 20GB – kolos. Internet był już spopularyzowany: komunikator Gadu-Gadu, pobieranie plików na DC++, stronki porno:), fotka.pl, Allegro… Wkręciłem się też we wszelkie fora internetowe: na jednym byłem moderatorem, na innym czytałem o muzie itp. Przez lata nawaliłem tysiące postów.

2009: laptop

Na 21. urodziny dostałem laptopa. Dość drogi prezent, kosztował ponad trzy tysiące i co się okazało… miał zintegrowaną kartę graficzną. Czyli mimo 4GB RAM, 2x 2.0GHz, był słabszy od starego kompa z 2004 roku. Może nie tak do końca słabszy (bo np. program do montażu filmików chodził lepiej), ale gry przycinały nieziemsko. Mogłem grać jedynie w gry z czasów PS2: GTA 3 chodziło płynnie, tyle że to gra z 2002 roku. Odszedłem wówczas całkowicie od grania na PC. Trzy lata później miałem płynniejszą grafę na smartfonie, ale o tym będzie sporo niżej.

2014: komputer PC

PC Gaming. Znów wróciłem do grania na kompie i widzę, że sporo się zmieniło. Sprawiłem sobie kompa stacjonarnego, typowo do gier. Tyle że początkowo siedziałem na starym, 17-calowym monitorze, dopiero po miesiącu kupiłem nowy monitor 23″ Full HD. W kompie mam teraz nagrywarkę Blu-Ray (kupiłem z myślą o nagrywaniu gier i filmów na PS3, ale może ze dwa filmy się nagrało) – zakup zbędny. Karta GTX 660 od początku nie była za dobrym wyborem, bo jednak takie GTA V, czy Wiedźmin 3 przycinał. Niepotrzebnie więc wybrałem napęd-nagrywarkę Blu-Ray za bodajże 600 złotych, skoro mogłem dorzucić do karty graficznej. Ponadto procek i7, był za drogi i za mocny jak na tę konfigurację. Ale tak to jest, jak się kupuje zestaw z Allegro. W dodatku oszuści na miniaturze mieli świetną obudowę z jakimiś LEDami, a po zamówieniu stwierdzili, że jednak nie mają i wybrali coś klasycznego.
Tutaj już całkowicie odszedłem od piracenia. Nawet antywirusa, czy Windowsa mam oryginalnego. A gry? Szybko uzbierałem setkę tytułów na Steam. No, ale te paczki z grami za dolara robią swoje. Całkowicie mogłem zrezygnować z napędu, ale kto wiedział, że cyfrowa dystrybucja tak się rozwinie?

2016: upgrade PC

Wymieniłem GTX 660 na potwora GTX 970 – karta kosztuje tyle samo co PS4… Ponadto dodałem dysk SSD 400GB, dodałem 8GB RAM (jest 16GB). Wymieniłem też płytę główną z obsługą WIFI, BT – co by mieć więcej wolnych portów USB. I jak sprawdzam dziś zamówione towary, to te są dzisiaj droższe, niż kiedy je kupiłem (poza kartą graficzną).
To by było na tyle – sprzęt powinien mi wystarczyć na lata. W międzyczasie „pykło” ponad 600 gier na Steam. Ile z tych gier ukończyłem? Garstkę. Żeby się w tym nie pogubić, robię na Steam screena każdej ukończonej gry…

Tymczasem, wróćmy do mojej następnej konsoli, jaką miałem po PlayStation…

2005: Nokia N-Gage

   Wracamy do roku 2005. Chodzę do technikum mechanicznego, nie pamiętam jaki posiadałem wówczas telefon komórkowy, za to wiem, że za kasę z urodzin kupiłem sobie konsolofon Nokię N-Gage. Niestety używkę z Allegro, ale na nówkę nie starczyło. Nie za bardzo wiedziałem jak się rozmawia przez ten telefon, podobno bokiem – ja rozmawiałem jak przy klasycznym telefonie i nie najlepiej było mnie słuchać. Ale to nic, wszak telefon był bajerancki i posiadał sporo ciekawych funkcji jakich próżno było szukać w innych telefonach: radio, mp3, programy, gry, filmy… Ech, pamiętam kiedy na wycieczce szkolnej zapuściłem przy ognisku pornucha, zrobiło się małe zbiorowisko, niestety wśród osób oglądających za plecami, była też wychowawczyni, która zabrała mi telefon (i chciała oddać pod koniec roku). Na przerwach oczywiście graliśmy, czy to w gry dedykowane N-Gage’owi, czy symbianowe produkcje.
Przyznam, że typowych gier dla „gada” było bardzo mało, za to programów i gier na Symbiana, którego obsługiwał telefon, było multum. Sam nawet handlowałem na Allegro płytką z grami i aplikacjami na Nokię N-Gage – płytę sprzedawałem za 20 zł… Dzisiaj by to nie przeszło.

Najlepiej wspominam grę Mile High Pinball. Tytuł nie wyszedł na żaden inny sprzęt, nawet nie można go zemulować, bo nie istnieje żaden emulator „gejdża”. Gra to dość nietypowy pinball, z tym że bila ma lecieć coraz wyżej i wyżej. Na każdej planszy są zadania i po ich wykonaniu możemy „lecieć” dalej, z tym że można też i spaść na sam dół. Asphalt Urban GT 2 pamiętam chyba tylko przez utwór Moby’ego, który leciał w kółko, a także ten zbyt arcade’owy model jazdy. Gra była bardzo łatwa. The Roots, to RPG od Polaków, nie dość że wyszło na ten „konsolofon” ze 40 gier pudełkowych, to w tym gra od Polaków. Średniak, ale expiło się dość przyjemnie.

Swój „konsolofon” straciłem niestety w dość nieprzyjemnych okolicznościach…:/

2005: PlayStation Portable

   Gwiazdka 2005. Jak siedem lat temu, dostałem Tekkena 3 – byłem najszczęśliwszym dzieciakiem na ziemi, tak teraz prezent – PlayStation Portable, dostała moja siora. A ja co dostałem? Koszulę o parę numerów za małą. Ale że siora jest trochę młodsza, to jakoś tak przywłaszczyłem sobie konsolkę. I tak na niej nie grała:)
Podobno na PSP wychodziło mało gier, co dziś wydaje mi się bzdurą. Podobno piractwo zabiło tę konsolkę, co także wydaje mi się bzdurą. Ale tak czy siak, na pewno przyczyniło się do popularyzacji sprzętu. Nagle mogliśmy grać nie tylko w gry z PSP, ale i PSXa, czy innych sprzętów. Sam piraciłem, przez co zamiast grać w gry, w pewnym momencie tylko pobierałem i sprawdzałem, czy działają. Aż po niecałych dwóch latach, sprzedałem konsolkę (dzieląc się kasą z siorą ofcourse).

Przyznam, że ciężko mi było wybrać trzy gierki z PSP – niby wiele tytułów miałem/mam do skończenia, to tak naprawdę nie spędziłem z żadnym tytułem więcej niż 10 godzin. MediEvil Resurrection – pierwsza moja gra na PSP. Był to szok graficzny w porównaniu do takiego GameBoy’a Advance – tutaj to był poziom PS2, tyle że w kieszeni. LocoRoco – bardzo psychodeliczna platformówka 2D, mi się podobała. BraveStory New Traveler – śliczne, japońskie RPG. Wierzę, że kiedyś ukończę.

Konsolki już dawno nie posiadam, jednakże jest kilka gier, które ciągle chcę ukończyć (a jest to możliwe na emulatorze: PC i Android). A np. takie LocoRoco, czy Patapony, wyszły także na PS4, jako remastery. Być może odnowioną inne tytuły?

2006: Nintendo DS Lite

   Oj jaka to była dobra konsola. Ojciec w 2006, kupił dwa DS Lite’y: dla siebie i dla mnie. W dodatku obie konsolki wysłaliśmy do przerobienia pewnemu redaktorowi PSX Extreme:) Mając PSP i NDSa, wybrałem po prostu NDSa. PlayStation Portable się kurzyło, a DS to była jakaś nowość: wbudowany mikrofon, dwa ekrany z czego jeden dotykowy – nie było wtedy jeszcze smartfonów, więc gry z wykorzystaniem dotykowego ekranu były bardzo ciekawe i nowoczesne (mimo gorszej grafy niż na PSP). Do tego gry nintendowskie, typu Mario, Zelda, Pokemony, ale także typowe, japońskie gry jak np. Project Rub (minigierki związane z podrywaniem), Trauma Center (robienie operacji), Cooking Mama (gotowanie). Całkowicie nowe i odmienne spojrzenie na gry. To moja druga konsola Nintendo – jeżeli liczymy, że „Pegasus”, był ta pierwszą. I chyba tego mi brakowało po tylu latach.
Byłem tak zafascynowany konsolą (posiadając jednocześnie PSP), że zabierałem DS’a do baru, pokazać go znajomym – w sumie byłem już pełnoletni, zacząłem chodzić „na piwo”. Pokazywałem znajomym w pubie minigierki WarioWare, czy grę, która zliczała nasz poziom inteligencji (Big Brain Academy) – każdy chciał mieć jak najwyższy wynik. Zwłaszcza po paru „głębszych”.
Pamiętam, też że pisywałem na forum skizo.org, wówczas największym forum o konsolkach przenośnych i tam był jeden gość z mojego miasta, więc czasem spotykaliśmy się i graliśmy wspólnie na konsolkach, w plenerze, lub pubie – pozdro Nightmare:)

Project Rub – klimatyczna gra wykorzystująca wszystkie możliwości konsoli: dmuchanie w ekran, czy bazgranie po ekranie. Grę w całości obsługiwaliśmy stylusem (rysikiem). Picross DS – dzięki Nintendo DS, poznałem zasady tej gry. Nigdy wcześniej nie grałem w Picrossa, dopiero na konsolce DS wsiąkłem. Polecam wszystkim fanom Sudoku i nie tylko. Henry Hatsworth – połączenie gry logicznej z platformówką. Dla mnie to jedna z lepszych gier w ogóle.

Nie pamiętam kiedy sprzedałem konsolkę. Chyba po przeprowadzce w 2012? Ale to nic, bo i za parę lat kupiłem następce DS’a…

2008: PlayStation 3

   Minęło prawie 10 lat od PSX’a, a tu starszy znowu wchodzi z konsolą, tym razem PS3. Poza konsolą kupił jeszcze jakieś Formuły1, Uncharted, czy film Ultraviolet na Blu-ray. Ale co to? Nie było takiej podjarki jak 10 lat temu, przy PSXie, mimo podłączenia konsoli pod „wielki” telewizor 38″ HD Ready. Nawet pad nie wibrował (Sony przegrało jakiś tam proces na patent i pierwsze pady do PS3 nie wspierały wibracji). Chociaż przyznam, że wykonanie takiej wody w Uncharted robiło wrażenie.
Konsola w pierwszej wersji „fat”, była po prostu piękna: połyskujące wykonanie, masywna. Wyglądała nowocześnie. Znów poczułem się graczem i wróciłem do zbierania PSX Extreme. Ostatnią stacjonarną konsolę miałem 10 lat temu, więc znowu byłem konsolowcem – tym bardziej że miałem wówczas słabego laptopa nie-do-gier. Pamiętam też, że już jako posiadacz PS3, poszedłem do pracy, a za pierwszą wypłatę, kupiłem sobie GTA IV (które nie przypadło mi do gustu i żałowałem potem wydanej kasy).
Kiedy PS3 zostało zhackowane gdzieś w 2009, czy 2010 roku, non stop pobierałem pliki z programami, softem i gry. To było chore, bo zamiast grać – pobierałem gigabajty danych i tylko sprawdzałem, czy gra działa. A przeróbka początkowo nie wymagała żadnego lutowania chipów, tylko odpalało się ją za pomocą podłączonego… iPoda.

O tym, że mam PS3 dowiedziała się pewna znajoma, której miałem pomóc w zakupie konsoli. W sumie to parka znajomych, ale i ja też kogoś miałem, więc często spotykaliśmy się i wspólnie graliśmy na konsoli. Jedną z takich gier jest Buzz, wraz z „buzzerami” – gra typowa na zakrapianą bibę. Mogłem łączyć siedzenie ze znajomymi, moją kobitą, z piwkowaniem i wspólnym graniem na konsoli.
Miło wspominam tamten okres jednakże gdzieś w 2011, przy wgrywaniu kolejnego pirata, konsola odmówiła mi posłuszeństwa. Świeciła się tylko żółta dioda. Tak, złapałem YLOD – błąd taki, że konsola nadawała się tylko na śmietnik. Akurat minął miesiąc po gwarancji – dlatego za jakiś czas stałem się posiadaczem PS3 w wersji Slim.

2011: PlayStation 3 Slim

   Konsolę odkupiłem od kolegi, któremu padł dysk (też przy wgrywaniu piratów). Ale wystarczyło tylko go sformatować i konsola śmiga, a kumpel kupił sobie nową konsolę. Jednakże te zdarzenie nauczyło nas i już nie myśleliśmy o przerabianiu i piraceniu. „Slimka” jak dla mnie jest brzydszą konsolą, ale tam w wersji „fat”, miałem malutki dysk (60 lub 80GB), a tutaj mam 250GB a i tak brakuje miejsca.
Tutaj także pojawiły się pierwsze zakupione tytuły w cyfrowej dystrybucji, poprawki, płatne dodatki…
Dobrze jednak wspominam trzeciego pleja: grałem na nim do momentu, aż nie kupiłem kompa do gier w 2014. A i nawet dziś czasem odpalę jakiś tytuł, którego nie ma na innej konsoli (coraz mniej takich gier, bo większość ląduje jako remastery na PS4).
Dość długo trwała ta generacja PS360, a wszystko przez kontrolery ruchowe, które sztucznie wydłużyły żywot sprzętu, czy gry niezależne (które wyglądały, niczym z Pegasusa). Udało mi się zebrać 10 gier, które warto mieć w kolekcji, a poniżej trzy z nich. Takie, które najmilej wspominam.

Uncharted? To nasza pierwsza gra odpalona na PS3 – całkiem przyjemna strzelanka z soczyście zieloną dżunglą i ładnie wykonaną wodą:) Buzz Świat Quizów – imprezowa gra „do wódki”. Najlepsza zabawa była, kiedy grała nasza czwórka, przeciwko innej czwórce gdzieś z drugiego końca Polski. Wipeout – świetne wyścigi, które pokazują moc, zarówno pod względem dźwięku (później grałem na kinie domowym), jak i obrazu (obsługuje telewizory 3D). No i moja laska się wciągnęła – gra z włączonym asystą, przez co ma łatwiej – ale to i tak sukces, że chwyciła za pada.

Konsola (póki co) służy mi do dziś. Po zawirowaniach z przeróbką, wróciłem do oficjalnego softu.

2011: smartfon Samsung Galaxy Gio

W 2011 roku, kupiłem swojego pierwszego smartfona – Samsunga Galaxy Gio. Od początku miał problemy z mikrofonem, przez co słabo było mnie słychać podczas rozmów (znowu). No ale mogłem grać w każdym miejscu, wszak telefon mam zawsze przy sobie, a i graficznie ten fonik zjadał takiego DSa. Kupiłem za 600 złotych nówkę i miałem jednocześnie sprzęt do dzwonienia, grania i filmów.
Android 2.3 jest już dzisiaj dość leciwym softem, ale w 2011 roku wystarczał. Nagle mogłem sobie sprawdzić pocztę, napisać posta na forum, posłuchać mp3, czy odpalić jakąś gierkę – szkoda tylko że do emulatorów sprzęt się nie nadawał. A ja już chciałem mieć Tekkena 3 w kieszeni.
Z gier wybrałem trzy tytuły z którymi spędziłem masę godzin. Oczywiście w porównaniu do konsol, te darmowe tytuły (z reklamami) były szokiem. Albo gry po 5-10 złotych, gdzie na DSie, czy PS3 tytuł średnio chodził po 100 złotych.

Grave Defense – mój pierwszy tower defense, dopiero na smartfonie poznałem ten gatunek: ulepszanie wież, oszczędzanie kasy, rozwalanie coraz to większych przeciwników… Szkoda, że developer olał już gierkę i nie działa na nowszych sprzętach, ale w tym 2011 roku, byłem grą podjarany. Hill Climb Racing – gra do dzisiaj jest aktualizowana. Chyba przez uwielbianie Elastomanii na PC, tak dobrze mi się gra w tą gierkę. Nawet na PC sobie zainstalowałem. Nemo Picross – gatunek który poznałem na Nintendo DSie, tutaj nieco utrudniony, ale… to chyba najlepsza mobilna wersja Picrossa. Polecam każdemu, idzie się uzależnić.

Smartfona sprzedałem kumplowi, a sam przeszedłem na ówczesnego flagowca Sony.

2013: Sony Xperia Z

Tutaj zaszalałem i kupiłem smartfona za jakieś 1700 zeta. Bardzo piękny:), wodoszczelny – w sumie skorzystałem z tego raz, myjąc go przed sprzedażą. Sam telefon bardzo duży – 5 cali, przez co wyglądało jakbym nosił w kieszeni tabliczkę czekolady. Nawet mi się spodnie zaczęły pruć na rogach w kieszeni.
Smartfon był bardzo mocny: gry wyglądały lepiej niż na moim laptopie, a w dodatku mogłem podłączyć telefon pod TV za pomocą specjalnego kabla miniHDMI i grać np. w Super Mario, padem z PS3. Pobierałem też filmy Full HD na kompie, zrzucałem na telefon, podpinałem pod TV i można było oglądać na telewizorze, bez żadnej konwersji.

W 2015 dostałem smartwatcha (zegarek) Apple, a że sprzęt paruje się tylko z ajfonami 5, kupiłem iPhone 5S. A Xperię sprzedałem za jakieś 7 stówek. Tanio, ale dość szybko potaniały Xperię Z, przez wydawanie kolejnych wersji.

2015: Apple iPhone 5S

Kontynuując, by działał Apple Watch, zakupiłem smartfona 5S, Postanowiłem więc mieć telefon z szybkim systemem, a do gier: tablet z Androidem (więcej możliwości). Chociaż oczywiście zdarzyło mi się grać w kilka gier na tym telefonie. Wszystko tutaj hula, sprzęt szybki, zajmuje mało miejsca w kieszeni, ma kilka fajnych bajerów: komunikator iMessage, czytnik linii papilarnych, czy dość dobry aparat.
Mam wersję 16GB, niby w tych czasach wydaje się strasznie mało, ale przecież ten telefon używam jedynie do dzwonienia, okazyjnie cyknę jakąś fotę, a muzę mam na Spotify.
Jedynie, co mnie zaczęło drażnić to zapychający się slot na ładowarkę – skąd tam ten kurz?
Po trzech latach telefon zaczął mulić (o dziwo), zwłaszcza moja ulubiona gra Bloons TD6 przycinała, że nie dało się komfortowo grać. Coraz częściej myślałem o wymianie telefonu na nowszy… aż w końcu kupiłem nowy, a tego sprzedałem za 399 zł (znowu za grosze).

 

2018: Apple iPhone 8

Długo się zastanawiałem nad zakupem nowego telefonu: 2200 za „siódemkę”, czy 2900 za „ósemkę” (to ceny już po wrześniowej obniżce). Kiedy kupowałem lata temu Xperię Z, powiedziałem sobie, że więcej jak 2000 zł za telefon nigdy nie dam. A jednak. Dałem i to prawie 3 tysiące. W dodatku telefon jest z 2017 roku. No, ale nie stać mnie na najnowszego iPhone’a za 5000 zł… zresztą to dopiero przegięcie.
Najlepszą zmianą jest chyba większy ekran. 4,7 cala to chyba optymalny ekran. Taki nie za duży, nie za mały:)
Trochę nawet się podjarałem i zacząłem pobierać stare tytuły, żeby zobaczyć, jak będą wyglądały na nowym ekranie… Tak czy siak, jestem zadowolony – 64GB powinno mi wystarczyć na jakiś czas. Może znów na trzy lata?

Chyba każdy maniak gadżetów powinien mieć telefon Apple (obsługa), a do gier tablet z Androidem (emulatory, których brakuje na nieprzerobionym iOSie). Ale o tabletach jeszcze będzie, tymczasem wracajmy do kolejnej konsoli, a jest nią pewna przenośna konsolka (ostatnią było Nintendo DS w 2006).

2012: PlayStation Vita

Vita to mój pierwszy pre-order (zamówienie przedpremierowe, gdzie sprzęt ma być dostarczony w dniu premiery). Zamówiłem w sklepie PSX Extreme i… paczka przyszła parę dni po premierze. Pamiętam to wkurzenie, sprzęt dostępny był w sklepie, a ja wciąż czekałem. Pierwszeństwo mieli ci, którzy wpłacili kasę na konto – ja wybrałem zakupy za pobraniem. Musiałem czekać ze 3 dni i na pocieszenie dostałem koszulkę w ogóle niezwiązaną z grami. Pewnie jakaś chińszczyzna kupiona masowo i wręczana innym pechowcom na otarcie łez. W końcu jednak i mnie odwiedził listonosz. Byłem bardzo szczęśliwy, nie mogłem nacieszyć się konsolką: wydałem jakieś 1400 zł na sprzęt i grę Uncharted… Więcej o konsoli napisałem już w artykule „Porażka PS Vita” i zachęcam do przeczytania tegoż tekstu. W skrócie: stopniowo emocje opadały, gier było coraz mniej, nagle zaczęły wychodzić same „indyki”, które wyglądały jak z Pegasusa… mocarny sprzęt, a gry jak sprzed dwudziestu laty. Kilka gier jednak miło wspominam:

Uncharted Złota Otchłań, to tytuł robiony przez inne studio developerskie niż oryginalna seria, ale wyszło im to całkiem nieźle. No i ta soczyście zielona dżungla na ekranie OLED robi wrażenie. Tales From Space: Mutant Blobs Attack – to świetny, przyjemny platformer 2D, szczerze czekam na jakąś kontynuację… A na trzecim screenie Wipeout 2048, klasyk ale tutaj w nieco bardziej „przyziemnych” czasach.

Konsolkę sprzedałem po roku, za jakieś 650 zł… byłem sporo stratny, ale i rozczarowany sprzętem. Od tej pory postanowiłem nigdy nie kupować preorderów na konsolę (co nie wyjdzie mi tak łatwo). Bardziej niż na „Vicie”, wolałem siedzieć na… tablecie. Szkoda, sprzęt mocny, wyszło kilka tytułów ekskluzywnych (tylko na PSV), jednakże po jakimś czasie wyszły konwersje: Gravity Rush, czy Escape Plan wyszło na PS3, czy PS4. Nie żałuję sprzedaży.

2012: tablet iPad3

   iPada trzeciego dostała moja siora. Znowu. Ale że praktycznie sprzęt u niej się kurzył, odkupiłem od niej za kilka stówek:) Tutaj pierwszy raz miałem przyjemność korzystać z systemu iOS. Soft chodził bardzo szybko, zwłaszcza w porównaniu do mojego Androida 2.3 na Samsungu Gio. Sam sprzęt wyglądał elegancko – czuć było że kosztuje to więcej niż przeciętny tablecik z Biedry.
Tablet głównie używała moja kobita – do przeglądania Internetu. Ja czasem w coś pograłem: jak zobaczyłem te gry za 0.89 euro, w porównaniu do gier na Vitę za dwie stówy, to byłem w lekkim szoku.
A w co grałem?

Hay Day – to było chore. Gra darmowa, ale kilka stówek (?) wydałem. Taka tam odmiana farmy, gdzie z laską tak się wkręciliśmy, że wstawaliśmy wcześniej rano, by zebrać plony… Monkey City – kolejna gra free to play, a raczej pay to win. Po graniu w grę przez parę miesięcy, nie dało się wygrać bez wydania realnej kasy. Za to polecam płatne i świetne tower defense – Bloons TD 5, w tym samym klimacie, inna gra tego studia. Emulatory – nie miałem przerobionego iPada, więc i emulatorów nie było. Wpisałem jednak emulatory, bo tymi bawiłem się już na kolejnym tablecie.

iPada sprzedałem (za grosze, bo kobicie spadł i było pęknięcie na ekranie), ale wcześniej zakupiłem tablet typowy dla gracza.

2015: tablet nVidia Shield K1

Po trzech latach używania iPada, ten zaczął strasznie zamulać – wszystko przez instalację coraz to nowszych softów. Skoro już miałem telefon z „jabłkiem”, gdzie nie mogłem bawić się w odpalanie emulatorów, postanowiłem kupić tablet, typowy dla gracza. Czyli system na którym jest multum aplikacji, dodatkowo możliwość podłączenia pada, czy pod telewizor. To wszystko jest tutaj, a nawet więcej, bo sprzęt potrafi i streamować gry, które mam na Steam (chociaż tylko raz dla testów z tego skorzystałem). Test urządzenia możesz przeczytać tutaj – kliknij.
Sprzęt używany jest codziennie i po tych dwóch/trzech latach widzę kilka wad. Pierwszą na pewno jest zakup niepotrzebnego rysika za 79 zł – kasa w błoto, nie wiem co sobie myślałem dokupując ten rysik. Sam tablet nie posiada ładowarki, ale to akurat nie jest aż takim problemem – wziąłem ze starego telefonu. Bateria trzyma dość krótko, a i na obudowie, odklejają się gumy na bokach – wygląda to nieestetycznie, ale nie przeszkadza w działaniu.
Jednakże co by nie narzekać – mam co chciałem: sprzęt który mogę sobie podpiąć pod TV, odpalić grę, włączyć bezprzewodowego pada (można nim ściszać dźwięk). Tylko czy ja rzeczywiście go podpinam pod TV i gram w stare gry?
Niby mam na nim mnóstwo emulatorów (od Atari 2600 po PSP), ale tak naprawdę nie ma czasu, ani chęci, by grać w starocia. Jest przecie tyle nowych tytułów, a i tu mi rośnie lista gier do ukończenia… Pozbyłem się pada, rysik również wystawiony na Allegro. Do emulacji chyba potrzebuję jednak mocnego minipeceta, podpinanego pod TV, a tablet? Kusi mnie zakupić jakiegoś iPada…

2014: PlayStation 2

   Kiedy w 2014 roku, byłem już nieco znudzony trzecim plejem, wkurzony brakiem wstecznej kompatybilności na „trójce”, kupiłem na Allegro PlayStation 2 w wersji FAT. Nie była to moja pierwsza styczność z konsolą, bo i w okresie świetności PlayStation 2, ojciec prowadził przez chwilę lombard. A że ktoś mu przyniósł w zastaw pleja, ten na miesiąc wylądował u nas. Graliśmy wtedy tylko w demko dołączone do konsoli, a było to gdzieś w 2001 roku, więc i grafa robiła wrażenie. Niestety po miesiącu, z bólem serca, trza było oddać konsolę.
Przejdźmy jednak do roku 2014: konsolę kupiłem z myślą o podłączeniu dysku i wgraniu pełno gier. Wszak zaległości jeżeli chodzi o PS2, mam ogromne. Kupiłem na Olx Network Adapter, kolega dał dysk i można było działać. Konsoli nie mogłem podłączyć u siebie w domu, ponieważ TV wisi na ścianie, ale w starym mieszkaniu mam przecież stary telewizor, kineskopowy, na którym ukończyłem milion gier (od klona Atari2600, po czasy PSXa). Przyjechałem, podłączyłem pleja, odpaliłem Tekkena Tag Tournament, zawołałem siostry, graliśmy wspominając stare czasy:)
Po tym jak już miałem możliwość odpalenia piratów z dysku, zrobił się bajzel. Konsola jest przecież tam, ja u siebie konwertuję pliki z grami, jadę podłączam, coś nie działa, część działa, wracam za tydzień i znowu kombinuję. Nie chciało mi się piracić… wszak gierki na PS2 kosztują grosze, po jakimś czasie miałem już mały stosik gier, a Network Adapter pogoniłem na Allegro.
Tylko co to? Mamuśce zaczęło coś przeszkadzać, że nazbierałem tu pełno gier, a co przyjeżdżam w odwiedziny, to odpalam konsolę. No i trochę się wkurzyłem, zabrałem konsolę, gry. Minęło trochę czasu, wymieniłem u siebie telewizor, wzmacniacz i… udało się podłączyć pleja przez amplituner. Gram na 60. calach w gry z PS2 i pierwszego pleja. Obraz trochę denerwuje, ale nostalgia robi swoje.
Zauważyłem też, że ten PS2 FAT, ma trochę problemów z odpalaniem gier. Polowałem na nowy model w kartonie, niestety było już za późno. W 2017, jakoś na początku roku, kupiłem od kogoś z forumka PS2 w wersji Slim, nowszy model.

2017: PlayStation 2 Slim

   Skoro miałem już dwa modele, pozbyłem się więc pleja w wersji FAT. Grałem na nowszej „slimce”, tylko nieco irytuje ten sposób wyświetlania ekranu… Mam możliwość odpalenia kopii zapasowych, emulatorów… Ale i tak najwięcej gram na nim w gry z pierwszego PlayStation. Co prawda mogę i na PS3, ogrywać gry z PSXa, ale tam nie ma takiej wstecznej kompatybilności i np. Ape Escape nie działa. Tutaj też dodatkowo mogę sobie edytować sejwy, czy… wgrywać na pendrajwa gry z PSXa. Oczywiście od przybytku zawsze mnie boli głowa, więc szybko przestałem się tym bawić. Za cel postanowiłem zebrać 10 gier (tak jak już tyle mam na PSX, PS3), ale że nie grałem na tej konsoli w czasach jej świetności, dość ciężko mi idzie i wybieram dość dziwne tytuły (np. poluję na trzecią część Smackdown, znane dzisiaj jako seria WWE). Ale skoro na PSXie, zagrywałem się w „dwójkę”, tak tutaj trzecia część musi być jeszcze lepsza, co nie?:)
Poniżej lista gier, które najlepiej zapamiętałem.

Tekken Tag Tournament? TTT był na okładce w PE, TTT był w salonie gier PlayStation, w którym miałem możliwość pograć 15 minut (na więcej mi nie stykło kasy). Kupiłem go za grosze w 2014, jednakże pograłem trochę i chyba wolę Tekkena 5, niż walki „tag”. Burnout 3 – nie wiedziałem skąd fenomen Burnouta, wybrałem więc tego najwyżej ocenianego wg. Metacritic. I faktycznie, niezła gierka – daje radę. Coś tam zacząłem grać, ale nie było kiedy ukończyć. Demo – zamówiłem na eBayu demko, w które zagrywałem się gdzieś w 2001 roku – wtedy kiedy ojciec przyniósł pleja na miesiąc. Zapłaciłem 50 zł z wysyłką, na Allegro ktoś sprzedaje za 150 zł, jako rarytas… no nie wiem. Pograłem w Airblade, Klonoa, Dark Cloud. 2017 rok, a ja mam ochotę ogrywać gierki z PS2, a jak najlepiej kiedyś się sprawdzało gry przed zakupem? Grając w dema. Chyba pobranie pirackich demek, będzie najlepszym sposobem, na dobranie kilku gier do uzbierania pełnej kolekcji gier z PS2.

W 2018 roku, laser zaczął niedomagać. Kupiłem na Allegro chiński zamiennik. Niestety, ale dalej nie działał, nawet starszy nie dał rady „naprawić”. Z konsoli wyciągnąłem bebechy i powiesiłem ją na ścianie… Daję sobie spokój z PS2, chociaż zobaczymy, czy czasem nie wydadzą PS2mini 🙂

2015: New Nintendo 3DS

   W 2015 roku miałem i supertelefon i supertablet i superkomputer i (nie)superkonsolę PS3/PS2, zabrakło więc i przenośnej superkonsolki. Vita z 2012 okazała się niewypałem (tak jak i wcześniej dla mnie NDS wygrał bitwę vs PSP). A że pierwszego DSa miło wspominam, postanowiłem kupić 3DSa i to w wersji „New”, gdzie był lepszy procek, więcej RAMu, względem „zwykłej” wersji.
3DS jak sama nazwa mówi, posiada ekran 3D – nie chodzi tu o wyświetlanie grafy 3D, jak robi to dziś każda konsola, ale o ekran z efektem 3D bez okularów. Sam efekt widziałem parę lat wcześniej – pokazywał mi to znajomy z forum, na swojej premierowej konsolce.
Pierwsza gra jaką odpaliłem? Nie pamiętam… jakieś demka?
W ogóle mało co pamiętam, mimo że konsolka jest dość „świeża”. Ale właśnie jak już pisałem wyżej, mnie od przybytku boli głowa i przez to, mając pełno gier, w nic nie gram dłużej. Mam za dużo sprzętów do ogrania, a tu jeszcze przenośna konsolka. Wystarczy mi siedzenie na smartfonie, odpalę tu jakąś darmową gierkę, przejrzę forum… A konsola leży w szufladzie.
Niby ma świetne, nintendowskie gry, ale znowu wpadłem w zabawę w hackowanie, zamiast skupić się na grach.

New Super Mario Bros. 2 – klasyczny, dobry Mario w 2.5D z efektem 3D. Kontynuacja tego, co ograłem lata temu na zwykłym DSie. Picross 3D Round 2 – również sequel czegoś, w co grałem lata temu na DSie. Do ogrania kiedyś tam, chwilowo nie mam czasu… Luigi’s Mansion 2 – klimatyczna platformówka. Część pierwsza wyszła na GameCube, a że nie miałem tej konsoli, dopiero teraz mogę poznać przygody brata Mariana.

Kiedy w 2006 grałem na zwykłym DSie, nie było smartfonów, nie miałem dobrego kompa, ani konsoli stacjonarnej. Dzisiaj mam tych sprzętów za dużo i najmniej używam 3DSa. Tak, niestety, ale w 2018 roku sprzedałem konsolkę. Niby chciałem ją zostawić do emulacji i obecnych gier (w 2018 nawet jeszcze wychodziły nowe gry), ale… niestety więcej czasu spędzam na telefonie, czy PS4, nie mówiąc już o PC.

2016: PlayStation 4 Pro

   PS4 miało premierę dość dawno, w listopadzie 2013. Jednakże ja wtedy miałem PS3, tablet, Vitę, za chwilę nowego kompa i nie miałem w planach kupna PS4. Do momentu aż Sony nie zapowiedziało ulepszonej wersji konsoli. I nagle nastawiłem się na premierę w listopadzie. Pojechałem do MediaExpert i kupiłem PS4 Pro. Podobno były jakieś problemy na premierę, sam sklep gdzie kupiłem, dostał tylko trzy sztuki. Pamiętam, że chciałem dokupić Uncharted 4 do konsoli, ale że tam kosztował 259 zł i nie chciałem przepłacać, pojechałem do MediaMarkt i kupiłem… za tyle samo.
Prócz gry, zakupiłem w pobliskim sklepie Jacka Dannielsa, co by świętować udany zakup. Delikatnie wyjąłem konsolę z pudełka, podłączyłem i zaraz miałem telefon z mojej ówczesnej pracy. Także za bardzo pocieszyć się nie mogłem.
Wieczorem, aktywowałem abonament PlayStation Plus, by mieć zniżki na tytuły i zacząłem masowo kupować gry na PlayStationStore. Tak jak na PC, gry kupuję cyfrowo, tak tutaj wpadłem w jakiś szał zakupowy (akurat trafiłem na pełno promocji) i w krótkim czasie, stałem się posiadaczem sporej ilości gier z cyfrowej dystrybucji. Nawet na tej stronce, zacząłem sobie zapisywać, tytuły kupione w cyfrze.

PS4 to jeszcze w miarę świeży temat, chociaż myślę że mogę już wpisać trzy tytuły, które zrobiły na mnie wrażenie.

Uncharted 4 – mój tytuł startowy. Czuć już zmęczenie materiałem, ale bawiłem się przednio. Horizon Zero Dawn, kolejna „duża” gra, otwarty świat, ładna grafa (HDR)… Kolejną grą na screenie jest Tekken 7. To w dalszym ciągu, stary, dobry Tekken. Trochę przekombinowany, ale jest w nim sporo do zrobienia i odblokowania. Człowiek się starzeje i gierki już nie robią takiego wrażenia. Tytuły dobre, chcą po prostu ukończyć i włączyć kolejny… w planach mam przejście Spidermana, czy Red Dead Redemption 2.

Wróćmy jednak do kolejnej konsolki… tym razem zaszalałem i zamówiłem sprzęt przed premierą.

2016: Nintendo Classic Mini

   18. lipca 2016 zamówiłem konsolkę w sklepie Konsoleigry.pl. Była to bardzo dobra decyzja, ponieważ okazało się, że na listopadową premierę, zabrakło konsol. Za swój egzemplarz zapłaciłem 239,99 zł, chociaż znalazły się Janusze, którzy z braku konsol, sprzedawali swoje egzemplarze za 999 zł. Sama konsolka to miniatura oryginalnego NESa, znanego u nas bardziej pod „Pegasusem”. Sprzęcik ma wgrane 30 gier (zabrakło Contry, Tanków i sporo innych hitów z dzieciństwa). Ponadto w zestawie znalazł się jeden pad z krótkim kablem – to minus. Samo posiadanie konsolki, odpalenie gier NESowych, na dużym telewizorze – to nadal robi wrażenie, zwłaszcza na kimś, kto wychował się na Pegasusie. Nic dziwnego, że ludzie się rzucili, że brakło egzmeplarzy…
Top 3 gier nie zamierzam tu pisać, wszak to stare tytuły, które już ograłem wieki temu – wystarczy że przewiniesz stronę do góry i zobaczysz gry z Pegasusa.

Swój egzemplarz planowałem sprzedać, jednakże chyba zostawię sobie dla samego posiadania w stanie kolekcjonerskim. Jeszcze ta możliwość wgrania swoich gier… chociaż z tego zrezygnowałem.

2017: Super Nintendo Classic Mini

   Kolejny preorder… tym razem miesiąc przed premierą. Doświadczenie po miniNESie, pokazało, że trza zaopatrzyć się w konsolę jak najszybciej, bo może znów zabraknąć egzemplarzy. Sprzedawcy jednak podnieśli cenę, i tak jak za miniNESa zapłaciłem 240 zł (60 dolarów, oficjalna cena, razy 4 w zaokrągleniu, to wychodzi te 240 zł). MiniSNESa wyceniono na 80 dolarów (80 x 4 = 320), ja za swój egzemplarz zapłaciłem jednak 534,99 zł. I była to cena i tak „atrakcyjna”. Tak się kroi graczy… dziś widzę że konsolkę można zakupić za 349…

Konsolka wygląda wręcz obłędnie, te kolorowe przyciski… od razu przypomniały mi się chwile, jak wpatrywałem się w oryginalnego SNESa w jakimś niemieckim katalogu. W zestawie znajdziemy już dwa pady z dłuższym kablem, poza tym zainstalowano tu 21 gier – w tym nigdy nie wydana – Star Fox 2. Oczywiście, tak jak w przypadku miniNESa, konsolka została zhackowana. Okazało się, że są to te same bebechy, co w przypadku poprzedniej konsolki. Top 3 gier również nie będę zamieszczał, wszak gierki SNESowe ograłem na emulatorach lata temu, chociaż przyznam EarthBound ukończyłem po raz pierwszy właśnie na tej konsolce.

Podsumowując mam więc: PS3, PS4, miniNES, miniSNES, telefon z iOSem, tablet z Androidem, kompa z Windowsem… No i zegarek, czy iPoda od Apple. Tym samym zakańczam tutaj artykuł i wrócę do niego za jakiś czas. Dzięki za przeczytanie!