Porażka PlayStation Vita

Poniższy tekst jest bardzo subiektywny i nie ma na celu nikogo obrazić.


Preorder na najlepszy gadżet…
Luty, 2012, do Europy zawitała nowa, przenośna konsolka Sony – PlayStation Vita. Następczyni PSP ma dorównać mocą PS3. Czterordzeniowy procek i pięciocalowy wyświetlacz OLED robią wrażenie. Zresztą i sam design konsolki zapala w naszej głowie lampkę pt. „musisz mieć ten gadżet!”.
Tak było w moim przypadku. Złożyłem preorder, czekam na kuriera. Oczywiście nie obeszło się bez przeszkód i konsolka zawitała u mnie z małym poślizgiem.

Rozpakowywanie tego kartonika sprawiło mi niemałą frajdę 🙂

Prócz konsolki, osobno musiałem zamówić kartę pamięci, bo Sony chcąc obniżyć cenę konsoli, nie dodaje kart do pudełek z Vitą, co jest dla mnie failem z ich strony. Tym sposobem zapłaciłem 999 zł za konsolę w wersji WiFi (wersja 3G nad którą się zastanawiałem – 1299zł), plus do tego karta 4GB – 99zł i gra Uncharted 199zł. I tak jak teraz sobie myślę, to poszło jakieś 1400 zł na … przycisk do papieru. Ale pomału, najpierw czas na podnietę.

Po odpaleniu Uncharted, musiałem szukać szczęki na podłodze. Chodziłem z Vitą po znajomych i każdemu musiałem pokazać przenośne przygody Drake’a. Grafa na poziomie chyba Uncharted 1 z PS3. Co z tego, że grę robił inny developer – grało się przyjemnie, a dodatkowe ficzery takie jak mazanie paluchami, urozmaicały rozgrywkę. Naprawdę te kolory wyglądają obłędnie na tym ekranie. Cieszyło też że na sklepiku PSN, mamy mnóstwo mniejszych tytułów po cenach wypadu na pizzę. Cyfrowa dystrybucja rozwinęła się – każda gra która ma premierę pudełkową, jest i na sklepiku. Tylko że te pudełkowe tytuły kosztują na sklepiku PlayStation po dwie stówy…

Uncharted: Złota Otchłań – tytuł startowy, bardzo dobry.

Podnieta stopniowo mijała
Stopniowo opadało moje podniecanie się sprzętem. Gier jakoś tak mało i drogie – powinny być tańsze, niż na „dużych konsolach”, a ceny gier na wirtualnym sklepiku – 199zł… Jednak całkowitym zaskoczeniem było ogłoszenie przez Sony usługi PlayStation Plus na Vitę. I tym sposobem abonenci usługi otrzymali w listopadzie 2012: Uncharted: Złota Otchłań (wiadomo), Gravity Rush (hit, nowa marka), Chronovolt (kiła), Tales from Space: Mutant Blobs Attack (świetny platformer). Ruszyło to trochę sprzedaż konsolki. Wszakże można kupić sprzęt i mając abonament z PS3 – korzystać i na Vicie. Co miesiąc Sony udostępnia 1-3 gry na PSV. Ale czy to ma uratować tą konsolę? Jakoś tak mało premier na horyzoncie. Boję się że w końcu kiedyś zabraknie tytułów wrzucanych w ramach PlayStation Plus.
Dochodzimy więc do końca tej krótkiej historii konsolki. Vita – znaczy życie, ale nie w przypadku tej konsoli. Mało nowych gier, duża część tytułów to stare, sprawdzone marki.
Ok, jest Uncharted, fajnie – ale na PS3 mamy trzy części. Jest Wipeout, ale ja w to grałem na 50-ciu calach i to wieki temu. Jest Mortal Kombat, ale wolę pograć versus z kumplem na kanapie, itd., itd. Wiecie co jest śmieszne? To że Sony ratując Vitę, wymyśliło nową kategorię w swoim wirtualnym sklepiku „Gry niezależne”, czyli „indie”. Super, zawsze to jakieś nowe gry. Kupiłem czterordzeniowego potwora, by grac teraz w jakieś Thomas Was Alone? W dodatku te tytuły nie są warte tych 3-4 dyszek. No chyba że dostajemy je „za darmo” w ramach abonamentu. Czy może po to mam Vitę, by grać w tytuły ze starego PlayStation/PlayStation Portable?

Thomas Was Alone…, czy takich gier nam trzeba?

Pojawił się konkurent, mój pierwszy tablet
Pod koniec 2012 roku, sprawiłem sobie iPada. Jeszcze większy ekran, brak fizycznych przycisków. O co tu chodzi? Czemu tak wszędzie reklamują te tablety?
Nie ma co się dziwić. Tablet to trochę takie połączenie komputera z konsolką przenośną: sryliard gier i aplikacji. Mnóstwo darmowych, ale są też i płatne. No, ale co to jest dać 0,89 euro za taką grę:

Bastion w wersji mobilnej, gierka z 2011 roku.

Widzicie grafę? Wiem, brzmi to jakbym był podjarany, ale kliknij prawym klawiszem mychy na screena i zobacz jak w wielkiej rozdzielczości jest ten screen. I to chodzi płynnie. Nie ma żadnych zwiech. Jest multitasking, gdzie w kilka sekund przełączamy się pomiędzy aplikacjami. Nawet na moim komputerze nie działa to płynnie. Nie ma żadnych bricków, YLODów, RRODów.
Im dłużej posiadam iPada, przestałem zabierać Vitę do pracy. Wolę wziąć tablet, przejrzeć kilka stron WWW, odpalić jakiś tytuł na 10 minutek. Wiadomo, znajdą się marudy, które będą psioczyć na brak fizycznych przycisków. Ale do analogowych gałek, też było mi ciężko się przyzwyczaić wieki temu, a poza tym są pady do urządzeń mobilnych. Tutaj po pięciu minutach, każdy potrafi sterować w takim np. Dungeon Hunterze (swoją drogą, 139zł na Vitę, na iSprzęt 0 złotych).

Problem dzisiejszego gracza: na czym grać? Tablet, stacjonarka, czy przenośna konsolka? A może PC?

Vita, czy mortem?
Powyższy tekst pisany był po niecałym roku od premiery. Opublikowałem go na portalu PPE.PL, gdzie ludzie ładnie mnie obsmarowali z błotem. Byli wkurzeni, że obrażam ich konsolkę. Może mieli wielkie nadzieje? W sumie mamy 2017 i dalej ten tekst jest aktualny: Vita się skończyła – nie ma żadnych zapowiedzi, nawet ostatnia FIFA jaka wyszła to ta z numerkiem 15, a to o czymś świadczy, skoro nawet EA zrezygnowało ze wsparcia?
Nie mam już Vity – sprzedałem ją po roku za połowę mniej, niż kupiłem. Nie żałuję, jak żałowałem np. po sprzedaniu PSP. Jak wspominam Vitę? Grywałem tylko w gierki z Plusa – na początku Sony dawało tam naprawdę solidne tytuły. Pobawiłem się w hackowanie konsolki: odpalałem gierki z PSXa i PSP i to wszystko… Tyle że mam tablet, który podpinam pod TV, gram tu bezprzewodowo padem w gierki ze starszych konsol, łącznie z PSP.
Szczerze to polecam konsolkę Nintendo – 3DSa: gier sporo i każdy znajdzie coś dla siebie.